Remis Trójkolorowych, skromne zwycięstwo La Rojy

Wczoraj w Krasnodarze podopieczni Julena Lopotegui mierzyli się z Tunezją. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Fani zastanawiali się, ile wpakują bramek niżej notowanemu zespołowi. Oczywiście La Roja pokonała Tunezję, ale cytując klasyka: „niesmak pozostał”. Hiszpanie wygrali 1:0, a decydującą bramkę w końcówce meczu zdobył Iago Aspas, po asyście walczącego z nim o miano pierwszego środkowego napastnika na Mundialu w Rosji Diego Costy. Gerard Pique zagrał pełne zawody, a Jordi Alba został zmieniony w 76 minucie przez poźniejszego zdobywcę jedynej bramki Iago Aspasa. Trafił ze zmianą były szkoleniowiec FC Porto. Bardzo ciężko reprezentantom Hiszpanii było dostać się do pola karnego Aymena Mathlouthi. Tunezja zaimponowała przede wszystkich walecznością i bardzo dobrą grą z pierwszej piłki. „W Europie nie ma już słabych drużyn” to idealne podsumowanie.

Z kolei z reprezentacją Trójkolorowych jest odmienna sytuacja: przeważali w całym meczu, stworzyli bardzo wiele sytuacji, ale nie potrafili ich zamienić na bramki, a USA oddała jeden strzał celny, który zakończył się bramką Juliana Greena. Les Bleus do samego końca walczyli o zwycięstwo w tym meczu, a Amerykanie rozpaczliwie się bronili. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Ten wynik cieszy przede wszystkim reprezentację prowadzoną przez Dave Sarachana. Całe spotkanie rozegra Samuel Umtiti, a w 58 minucie spotkania Oliviera Giroud zmienił Ousmane Dembélé, który według mnie będzie podstawowym zawodnikiem reprezentacji Francji na Mundialu w Rosji. 69 minut zagrał łączony od dłuższego czasu z FC Barceloną Antoine Griezmann. W przyszłym tygodniu powinniśmy się dowiedzieć co z przyszłością Francuza.