Surowa rzeczywistość Malcoma

OBIECUJĄCY DEBIUT

Kilka miesięcy temu Barça odbywała trasę po Stanach Zjednoczonych. To właśnie podczas wspomnianego tournée Malcom po raz pierwszy pojawił się na boisku w koszulce Dumy Katalonii. Brazylijczyk zadebiutował w spotkaniu z Tottenhamem w ramach International Champions Cup. Kontrowersje wokół sprowadzenia piłkarza, który za chwilę miał stać się zawodnikiem Romy, poruszyły cały piłkarski świat.

Szczerze mówiąc, Ernesto Valverde nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego typu wzmocnienia. Trener nalegał, by zamiast tego podpisać kontrakt z nowym pomocnikiem. Wtedy o Brazylijczyku mówił tak: „To młody zawodnik z przyszłością. Zdaniem klubu jego przyjście może nam pomóc. To czy będzie grał, czy też nie, zależy od jego dyspozycji. Malcom był obserwowany przez Barcelonę już od jakiegoś czasu. Możliwe, że zobaczymy go w meczu przeciwko Tottenhamowi. Wszystko zależy od treningów”.

Ostatecznie zawodnik nie pojawił się w wyjściowej jedenastce w spotkaniu z angielskim klubem. Na boisko wszedł w drugiej połowie meczu. Po zakończeniu podstawowego czasu gry na tablicy widniał wynik 2:2. To właśnie Malcom wykonał ostatni rzut karny, który dał Barcelonie zwycięstwo.

NIEOBECNOŚĆ

Od tego czasu piłkarz gra niewiele. Ostatnio doznał kontuzji, która tylko w pewnym stopniu może tłumaczyć jego obecną sytuację. Malcom rozegrał 6 minut w ligowym meczu z Realem Valladolid i 19 w spotkaniu z Leganés. To dane potwierdzające, że Valverde nadal uważa, że pozyskanie Brazylijczyka nie było jego pomysłem, lecz samodzielną decyzją zarządu klubu. Wczoraj piłkarz nie udał się do Londynu wraz z kolegami z drużyny. W domu zostali również Aleñá i Samper oraz kontuzjowani Sergi Roberto i Umtiti.

W mediach społecznościowych można natrafić na taki wpis Malcoma: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”. Ten fragment Psalmu 23. daje wiele do myślenia na temat tego, co w tej chwili musi odczuwać piłkarz.

Kiedy Digne opuszczał Barcelonę, by udać się do Evertonu, klub zdecydował, że w letnim oknie transferowym nie ściągnie do stolicy Katalonii nowego lewego obrońcy. To Cucurella i Miranda z zespołu rezerw mieli w przyszłości wzmocnić pierwszą drużynę. Co ciekawe, obaj pojawili się na boisku w tym samym spotkaniu, w którym zadebiutował Malcom. Dziś Cucurella gra na wypożyczeniu w Eibarze, a Miranda nie rozegrał ani minuty w pierwszym zespole. Kiedy trener dał odpocząć Jordiemu Albie w meczu przeciwko Leganés, na murawie zastąpił go Vermaelen.

Czas pokaże, czy szkoleniowiec i zarząd nadal będą podążać w zupełnie innych kierunkach, a ich wybory nie będą się pokrywały. Oczywiście, taka sytuacja wpływa niekorzystnie na klub, który potrzebuje pełnej współpracy, by sięgać po obiecane tytuły.